Komu marzy się pościg po apokaliptycznych pustkowiach podrasowanym, czterystu konnym Mustangiem? Do tego wybuchy, zapach spalin i adrenalina – coś dla prawdziwych twardzieli. Jeśli jednak nie macie w okolicy wysuszonej pustyni oraz Mustanga, to zawsze możecie odegrać taką scenkę w skali 1:10 i poczuć ten dreszczyk z bezpiecznej odległości.
„1602” to niepowtarzalna historia, w której super bohaterowie zrzucają peleryny i odstawiają super moce na bok po to, aby wtopić się w XVII wieczne życie.
„Wstał i wściekle narzucił na siebie płaszcz, po czym udał się do wyjścia. Był bardziej pijany niż sądził. Utrzymanie kursu „azymut prosto” stanowiło problem. Sięgnął do kieszeni po papierosy – jak już się niszczyć, to skutecznie i do końca. Nazajutrz i tak nie będzie przebaczenia…”
Dla jednych ten film będzie arcydziełem, dla drugich – oglądalnym, lecz przydługim filmidłem, a jeszcze inni zmieszają go kompletnie z błotem jako pseudopsychologiczny gniot. Stalker to podróż po zonie w towarzystwie ‘najlepszego co ludzkość ma do zaoferowania’.
Neuroshima to nietypowy podręcznik, ponieważ czyta się go jak dziennik, jest niczym zbiór opowiadań ludzi, których przodkowie przeżyli apokalipsą, a oni sami wiodą nędzny żywot w postapokaliptycznym świecie opanowanym przez choroby, mutantów, mordercze maszyny i zgliszcza dawnej cywilizacji.
Apokalipsa i Zombie, te dwa słowa w dzisiejszej popkulturze to już praktycznie synonimy. Nie dziwi więc fakt, że ostatnimi czasy ogromnym zainteresowaniem cieszą się filmy, książki, gry i komiksy, których tematem głównym są właśnie martwi pożeracze ciał. A jak kwestia Zombie wygląda w przypadku gier planszowych?