Jednych zachwyciła, u drugich pozostawiła pewien niedosyt, trzeci widzą jawną inspirację uniwersum z powieści „Metro 2033”. Powiew świeżości w literaturze spod znaku mutanta i wojny atomowej, czy raczej odgrzewany kotlet w apetycznej panierce? Odpowiedź znajdziesz w recenzji.
Recenzja
Oto pełen czarnego humoru horror klasy B, historia o śmierci, miłości, zombie, impotencji, cudnej urody piersiach Anny Falchi oraz chemicznej kastracji … niekoniecznie w tej kolejności. Oto „Dellamorte Dellamore”, lub jak wymyślił jakiś cieć „O miłości i śmierci”.
Już przed premierą była uważana za niezwykłą pozycję. Wydana w 2014 roku zdobyła w ciągu krótkiego czasu tytuł najlepszej gry roku. Z resztą co tu się dziwić. Gra ma klimat, dobre wykonanie i hordę zombie w natarciu. Czyli wszystko to co tygryski lubią najbardziej.
Ostatni schron i jedyna nadzieja, które coraz prędzej stają się przekleństwem tych, którzy ocaleli nuklearny holokaust. Tu jest strach, jest mrocznie, jest akcja, wybuchy i pościgi.
Dziełu Nolana wprawdzie nic do szczęścia nie brakuje – jest epicko, jest przemyślanie, jest uczuciowo, jest efektownie. Brak tylko jednej konkretnej cechy – przełomowości.
Najpierw przybyły statki, rozgromiły armię, elektronikę nagle szlak trafił, spłonęły miasta … potem wylądowali. Od tego momentu było już tylko gorzej. Kroczące mechy, latające bombowce potrafiące zmieść z powierzchni całe miasta, armia Skitterów – mix atrakcji w Falling Skies czyli Wrogie Niebo.
Osadzić fabularnie zombie w czasach Polskiej Republiki Ludowej i zestawić z oddziałami stworzonymi do pacyfikowania zamieszek. W końcu, jak kinematografia na przykładzie: „28 dni później” i „The Walking Dead” pokazuje, takie uniformy są diabelnie skuteczne przeciwko głodnym zgniłkom.
Rozkoszne masakrowanie zdechlaków wszystkimi dostępnymi metodami wyewoluowało do formy, w której możemy nie tylko strzelać, ciąć, dźgać i palić, ale również polować, budować, zbierać przedmioty i zabijać tak, jak w grach lubimy najbardziej – siebie nawzajem.
Jedna z popularniejszych wizji końca ludzkości to inwazja obcej cywilizacji, gdzie nieznana, inteligentna rasa pozaziemska wpada na naszą malutką planetę i przepuszcza ludzkość przez wielką maszynkę do mięsa. Jednak to, co zobaczyłem w produkcji Douga Limana „Na skraju jutra” zaskoczyło mnie totalnie.
Tylko przygotowani albo szczęściarze przetrwają. Jeśli nie chcesz liczyć ślepo na szczęście to bądź przygotowany. Przetrwaj. Zabezpiecz siebie i swoją rodzinę. Masa sprzętu, porad i informacji, które powinien znać każdy preppers.